Relacja z rejsu po Morzu Jońskim

Poniżej opisany jest rejs, który odbył się w 2017 roku, kolejny zaplanowany jest na 15-22.09.2018. Szczegóły można sprawdzić na naszej stronie w zakładce rejsy >>> Rejsy Grecja - Morze Jońskie.
Ze względu na rozbieżności w pisowni nazw odwiedzanych miejsc podaję w tekście również współrzędne geograficzne.

Miejscem rozpoczęcia i zakończenia wrześniowego rejsu po Morzu Jońskim jest Marina Gouvia (39°39.03'N 19°51.09'E) na wyspie Korfu. Nasza wyprawa będzie trwała dziewięć dni. Zamierzamy dotrzeć do Zakinthos, najdalej wysuniętej na południe wyspy archipelagu. Część załogi przyleci w nocy i dlatego wypłynięcie przekładamy na jutro.

Te osoby, które wcześniej pojawiły się na jachcie, dzisiejsze popołudnie postanowiły spędzić w zabytkowej części miasta Korfu. Przejazd taksówką z Gouvii do Korfu kosztuje 20 euro, bilet autobusowy – 1,70 euro, a gdy kupujemy go u kierowcy, musimy zapłacić 2,30 euro. Autobus jedzie około pół godziny, przystanek znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie mariny.

Korfu uchodzi za jedno z najładniejszych miast Grecji, czego potwierdzeniem jest spora liczba turystów. Podczas spaceru po starej części miasta poznajemy jego architekturę, będącą mieszaniną stylów znanych z Wenecji, Francji, Anglii i Grecji. Klimat Korfu jest naprawdę wyjątkowy, szczególnie na starym mieście – słynącym ze wspaniałych zabytków i plątaniny wąskich uliczek (czasem o szerokości zaledwie metra), ciasno zabudowanych eleganckimi kamienicami ze zdobionymi okiennicami. Całości dopełniają rzeźbione fontanny, mnóstwo małych, urokliwych tawern i kawiarenek wklejonych w każdy wolny skrawek, a także sklepiki z lokalnymi wyrobami. Najbardziej reprezentacyjną częścią miasta jest Liston – elegancka aleja z arkadami kryjącymi najlepsze kawiarnie, sklepy i restauracje. Duże wrażenie robi na nas Stary Fort (Palaió Froúrio), z którego murów obronnych rozciąga się wspaniały widok na miasto oraz przylegającą do fortu przystań żeglarską. Za zwiedzanie fortu każdy z nas płaci 6 euro. Po zwiedzaniu, zadowoleni z popołudnia, wracamy autobusem na jacht.

Rano wyruszamy z eleganckiej i nowoczesnej mariny Gouvia i kierujemy się w stronę oddalonej o 30 mil wyspy Paksos (39°12.64'N 20°09.48'E). Zanim tam dopłyniemy, zatrzymujemy się w południowej części Korfu, w pobliżu niewielkiego rybackiego portu Petriti (39°27.19'N 20°00.16'E). Chcemy się wykąpać, więc nie wpływamy do portu, tylko zatrzymujemy się na kotwicowisku. Osoby mniej zainteresowane kąpielą płyną pontonem do Petriti. Port jest niewielki, jednak można tu znaleźć miejsca cumownicze dla kilku jachtów, minimarket i tawerny. Nastrojowa, kameralna miejscowość robi na nas pozytywne wrażenie. Do portu Gaios (39°11.83'N 20°11.23'E) na wyspie Paksos wpływamy już po zmroku, cumujemy na jednym z ostatnich wolnych miejsc.

W Petriti panowały cisza i spokój, natomiast Gaios jest znacznie większe i tętni życiem. Ten wieczór spędzamy w tawernie, gdzie delektujemy się doskonałą grecką kuchnią. Wieczór kończymy, ciesząc się przyjemną temperaturą powietrzai popijając metaxę w jednej z licznych kawiarni. Miejsca do cumowania wyposażone są w przyłącza elektryczne oraz ujęcia wody. Akumulatory ładują się całą noc, a rano po uzupełnieniu zbiorników wody wypływamy z portu. Nie ponosimy żadnych opłat za postój ani za tankowanie wody. Przedpołudnie spędzamy w atrakcyjnej zatoce Vrika (39°09.59'N 20°13.69'E) na północno-wschodnim krańcu wyspy Antipaksos. Czas poświęcamy przede wszystkim na kąpiele w bajkowo turkusowej, ciepłej wodzie.

Nasz kolejny cel to położona na lądzie Parga (39°16.95'N 20°24.24'E), gdzie mamy do wyboru dwa miejsca do kotwiczenia. Wybieramy to skryte pomiędzy wystającymi z wody malowniczymi skałami. Wejście do zatoki wymaga sporej koncentracji i raczej nie jest bezpieczne przy silnym wietrze, ale dzisiaj mamy bezwietrzny dzień i czujemy się pewnie. Zachodnia część Pargi to typowe greckie miasteczko z charakterystyczną dla tego regionu zabudową, we wschodniej znajdujemy promenadę z przylegającą do niej piaszczystą plażą. W obu częściach miasta dostrzegalna jest spora liczba turystów.

Opuszczamy Pargę i kierujemy się w stronę kolejnego znajdującego się portu na stałym lądzie portu – jest to Preveza (38°57.32'N 20°45.50'E). Podejście do Preveza to obszar  płycizn i mielizn, dlatego zbliżając się do portu, należy przemieszczać się pogłębionym torem wodnym, który na szczęście jest dobrze oznakowany. W Prevezie mamy do wyboru dwie mariny oraz miejsca postojowe przy nabrzeżu miejskim. Wybieramy to drugie rozwiązanie. Na temat Prevezy można mieć różne opinie, ale jedno jest pewne: liczba lokali gastronomicznych przyprawia o zawrót głowy. W jednym z nich jemy kolację.

Dotychczas mieliśmy wspaniałe greckie lato, lecz kolejny dzień budzi nas deszczem i silnym wiatrem. W takich warunkach miasto nie robi najlepszego wrażenia. Gdy pogoda się poprawia, odpływamy w kierunku kanału Lefkas (38°50.79'N 20°43.31'E). Aby do niego wpłynąć, musimy poczekać, aż zostanie otwarty most obrotowy. Pokonanie całego kanału zajmuje nam około godziny.

Po opuszczeniu kanału Lefkas lewą burtą mijamy niewielkie, płaskie wysepki Sparti (38°42.83'N 20°44.43'E), Skorpidi (38°42.02'N 20°44.65'E) i Skorpios (38°41.52'N 20°44.59'E), a po naszej prawej stronie przesuwają się majestatycznie wypiętrzone na ponad tysiąc metrów brzegi wyspy Lefkas. Na pierwszą tego dnia kąpiel zatrzymujemy się w zatoce Desimi (38°40.32'N 20°42.81'E), bezpiecznej i doskonałej do kotwiczenia. Zatoka, głęboko wcinająca się w głąb lądu, jest osłonięta od wiatru i fal ze wszystkich stron z wyjątkiem południowo-wschodniej.

Na nocleg wybraliśmy port Sivota (38°37.38'N 20°41.03'E). Niestety – gdy tam wpływamy, okazuje się, że wszystkie miejsca do cumowania są zajęte. Kotwicowisko również wydaje się solidnie wypełnione. Po krótkiej analizie mapy dochodzimy do wniosku, że sąsiednia zatoka Rouda (38°38.30'N 20°41.78'E) będzie doskonałą alternatywą. Do przepłynięcia mamy jedynie 2 mile. Rouda, podobnie jak Desimi, to dobre i bezpieczne miejsce do kotwiczenia. Podczas krótkiej wizyty w Sivocie zauważamy, że jest to miasteczko popularne i chętnie odwiedzane przez żeglarzy, na brzegu widzieliśmy wiele restauracji. W Roudzie mamy trzy towarzyszące nam jachty, dwie restauracje i jeden minimarket oraz bardzo przyjemną ciszę i spokój. Kolejny dzień rozpoczynamy od przepysznej kawy frappé, wypitej przy restauracyjnym stoliku ustawionym w bezpośrednim sąsiedztwie plaży.

Po śniadaniu ruszamy na podbój Sivoty. Teraz bez problemu znajdujemy miejsce do cumowania. Na kei jest automat służący do tankowania wody, po wrzuceniu 2 euro można wlać około 100 litrów. Spacerując po promenadzie okalającej zatokę, mijamy liczne tawerny, kawiarnie, stoiska z pamiątkami i kilka sklepów, na których wiszą szyldy z napisem „supermarket”.

Vasiliki (38°37.62'N 20°36.21'E) to ostatnie miejsce na Lefkas, jakie chcemy odwiedzić. Po opuszczeniu Sivoty kierujemy się w stronę tej zatoki. Vasiliki jest niewielkim miasteczkiem z portem, w którym zatrzymać się może zaledwie kilka jachtów, w pobliżu znajduje się jednak obszerne kotwicowisko – i właśnie z niego korzystamy. W zatoce akurat trwają regaty niewielkich jachtów, wszystkie mają żagle w jaskrawych kolorach i bardzo dynamicznie się przemieszczają. Widowisko robi duże wrażenie.

Nadeszła chwila rozstania z Lefkas, aktualny cel to legendarna wyspa Itaka. Na nocleg wybieramy malownicze Kioni (38°26.93'N 20°41.46'E), gdzie wpływamy krótko przed zachodem słońca. Przewidywaliśmy, że późne przybycie do tak atrakcyjnego zakątka musi oznaczać brak miejsc do cumowania – i mieliśmy rację, korzystamy więc z kotwicowiska. Na ląd przemieszczamy się pontonem.

Nasz dzisiejszy kulinarny cel to grecki przysmak w postaci jagnięciny z rożna. Ponton cumujemy bezpośrednio przy restauracji Avra (tel. +30 2674 031453), specjalizującej się właśnie w tej potrawie. Tutejsi kucharze uznawani są za miejscowych ekspertów od jagnięciny i dlatego często konieczna jest rezerwacja stolika, a także porcji mięsa. Na jacht wracamy mocno najedzeni i bardzo zadowoleni z jakości posiłku. Zatoka Kioni jest otwarta od strony wschodniej, dzięki czemu następnego dnia rano, przy niemal bezwietrznej pogodzie, mamy okazję podziwiać piękny wschód słońca, malowniczo odbijający się w nienagannie gładkiej tafli wody.

Kioni zrobiło na nas bardzo pozytywne wrażenie, ale po śniadaniu znów przychodzi czas na podniesienie kotwicy. Zmierzamy do stolicy Itaki – Vathi (38°22.03'N 20°43.03'E), jednak zanim tam dopłyniemy, zatrzymujemy się w zatoce Aetos (38°21.90'N 20°40.69'E). Znajdujemy tu ciszę, spokój, dobre warunki do kotwiczenia, ciepłą wodę do kąpieli… i na tym lista atrakcji się kończy. Linia brzegowa jest niezbyt ciekawa, brakuje atrakcyjnej plaży. Wzdłuż brzegu biegnie droga, po której na szczęście niezbyt często jeżdżą samochody.

Po około półgodzinie od opuszczenia Aetos wpływamy do wąskiej i głębokiej zatoki, przy której brzegu leży Vathi. Mamy do wyboru kilka miejsc, gdzie możemy kotwiczyć lub cumować. Wykorzystując kotwicę, cumujemy do betonowego nabrzeża w południowo zachodniej-części zatoki. Na lądzie czeka nas nieskończona ilość kawiarni, barów i tawern. Bez problemu znajdujemy supermarket, w którym uzupełniamy zapasy. W Vathi można się zaopatrzyć w paliwo i wodę oraz dokonać podstawowych napraw. Na szczęście niczego nie musimy naprawiać, więc czas poświęcamy na spacer po wąskich, nastrojowych uliczkach oraz degustację chłodnej i bardzo smacznej kawy frappé. Z kawiarni, w której usiedliśmy, rozciąga się urocza panorama na całą zatokę i niewielką wyspę Lazareto (38°22.09'N 20°42.77'E).

Zrelaksowani opuszczamy zatokę, która może stanowić dobre schronienie w niemal każdych warunkach pogodowych. Kierujemy się na zachód. Na popołudniową kąpiel zatrzymujemy się przy plaży Gidaki (38°23.15'N 20°43.96'E), tym razem mamy więcej szczęścia niż w zatoce Aetos. Jest pięknie – długa, piaszczysto-kamienista plaża u podnóża klifowych wapiennych brzegów, do tego jaskrawo turkusowa woda. Wszystko razem tworzy przyjemną dla oka kompozycję. W tak urokliwym otoczeniu czas mija bardzo szybko. Aby zdążyć do kolejnego portu przed zapadnięciem zmroku, musimy podnieść kotwicę i popłynąć dalej.

Następny cel to duża i górzysta Kefalonia, słynąca ze wspaniałych plaż i zatok. Noc chcemy spędzić w porcie Agia Efimia (38°18.10'N 20°36.01'E); płynąc tam, podziwiamy postrzępione skaliste brzegi południowej Itaki. W porcie cumujemy do nabrzeża na jednym z nielicznych już wolnych miejsc. Nasze cumy przyjmuje postawny mężczyzna o klasycznym greckim wyglądzie. Po zakończeniu manewru bosman – tak go określiliśmy – grzecznie pyta, na jak długo zamierzamy zostać oraz czy potrzebujemy wody i prądu. Na jachcie zawsze przyda się prąd o napięciu 230 V, a wody nigdy nie jest za dużo. Kilka minut po nas pojawia się katamaran i zajmuje ostatnie wolne miejsce. W tym porcie brak miejsca do cumowania przy nabrzeżu nie oznacza jednak nic złego, ponieważ do dyspozycji jest obszerne kotwicowisko.

Agia Efimia to miasteczko oferujące po zmroku sporo atrakcji, głównie kulinarnych. Możemy wybierać spośród dość licznych restauracji i barów. Grecka kuchnia jest bardzo smaczna i niezbyt droga (za przystawki, danie główne i napoje trzeba zapłacić 10–15 euro). W naszych głowach pojawia się pytanie: ile kilogramów przytyjemy po rejsie obfitującym w kulinarne uciechy?

Dotychczas w żadnym z odwiedzanych miejsc nikt nie pobierał od nas opłat portowych, tylko na Lefkas płaciliśmy za uzupełnienie zbiorników z wodą, ale dzisiejszego poranka jest inaczej. Za jacht o długości 14 metrów musimy zapłacić 26 euro, a na fakturze są trzy pozycje: postój jachtu – 17 euro, woda – 5, prąd elektryczny – 4. Po dokonaniu opłat ruszamy w dalszą podróż.

Agia Efimia była najdalej wysuniętym na południe punktem, do jakiego dotarliśmy w trakcie rejsu. Początkowo zamierzaliśmy wprawdzie zwiedzić Zakinthos, ale nie starczy nam już czasu. Ponownie płyniemy na Itakę, by zatrzymać się w zatoce Polis (38°26.39'N 20°38.41'E) w północno-zachodniej części wyspy. Po 2 godzinach osiągamy cel. Port jest na tyle mały, że mieszczą się w nim jedynie niewielkie miejscowe łodzie rybackie. Skoro nie możemy zatrzymać się w porcie, rzucamy kotwicę na głębokości 7 metrów. Pontonem przedostajemy się na ląd, gdzie do naszej dyspozycji są żwirowo-kamienista plaża i bar. Jak przystało na lokal w niewielkim porcie rybackim, nie jest on na najwyższym poziomie. Ceny również nie są wysokie (souvlaki – 5 euro, duże piwo Mythos – 2,5 euro). Siedzimy przy stoliku, rozgrzewa nas wrześniowe greckie słońce. W leniwej atmosferze spędzamy tu czas do wczesnego przedpołudnia.

Pora opuścić zatokę Polis, miejsce bezpieczne i dobrze osłonięte nawet przy silnych północnych i wschodnich wiatrach. Mijamy północny cypel Itaki, by udać się na północny wschód, w kierunku wyspy Kastos (38°34.13'N 20°54.72'E). Po pewnym czasie na widnokręgu przed naszym dziobem pojawiają się ciemnogranatowe chmury. Taki widok nie zapowiada nic dobrego. Dotychczas cieszyliśmy się właściwą dla tej pory roku i dla Morza Jońskiego wspaniałą pogodą. Towarzyszyły nam promienie słońca i wiatry pozwalające na przyjemną i bezpieczną żeglugę. Teraz powoli zaczynamy odczuwać coraz silniejsze podmuchy z północnego wschodu, czyli dokładnie z tego kierunku, w którym zmierzamy.

Po prawej burcie w niewielkiej odległości mamy wyspę Atokos (38°28.61'N 20°48.16'E), postanawiamy więc przeczekać załamanie pogody przy jej południowych brzegach. Są tutaj trzy zatoki, zatrzymujemy się w pierwszej od zachodu. Miejsce okazuje się bardzo ładne. Mamy niewielką plażę, powyżej unosi się wysoki pionowy wapienny klif, dodatkowo znajdujemy grotę, do której wpływamy pontonem. Trochę przymusowy postój pozwala nam bardzo przyjemnie spędzić czas. Odczuwamy niezbyt silne szkwały. Siła podmuchów jest zapewne zredukowana dzięki wysokim brzegom okalającym zatokę.

W końcu pogoda się poprawia. Opuszczamy dobrze osłonięte miejsce i kierujemy się w stronę wcześniej wyznaczonego celu, czyli na Kastos. Z powodu nieprzewidzianego postoju trafiamy tam krótko przed zachodem słońca. W niewielkim porcie o takiej samej nazwie jak wyspa przy falochronie znajdujemy kilka miejsc dla jachtów. Wszystkie są zajęte, więc nie pozostaje nam nic innego jak ponownie skorzystać z kotwicowiska. Niedługo po zakotwiczeniu zapada zmrok, a my docieramy na ląd i udajemy się na wieczorny spacer. Witają nas cisza, spokój i bardzo kameralna atmosfera. Spacer kończymy przy wiatraku, który znajduje się na szczycie wzniesienia przylegającego do portu. Obecnie wiatrak pełni funkcję restauracji. Nie jesteśmy głodni, ale z wielką radością degustujemy chłodne greckie wino – retsinę. Degustacja nie trwa zbyt długo, ponieważ za kilka godzin chcemy ruszać dalej.

O trzeciej w nocy, w całkowitych ciemnościach, podnosimy kotwicę. Przybywając w ten rejon przypłynęliśmy kanałem oddzielającym stały ląd od Lefkas, tym razem teraz chcemy opłynąć tę wyspę od strony zachodniej. Krótko po wschodzie słońca mijamy cypel Dhoukato (38°33.68'N 20°32.48'E), najdalej na południe wysunięty kraniec Lefkas. Po raz kolejny mamy okazję podziwiać fantastyczne klifowe brzegi. Takie widoki są charakterystyczne dla większości wysp Morza Jońskiego. Powoli oddalamy się od wyspy, przed nami 40 mil żeglugi po otwartym morzu. Pogoda znów nam sprzyja. Na bezchmurnym, błękitnym niebie słońce jest coraz wyżej, temperatura wzrasta do przyjemnych 25 stopni Celsjusza, umiarkowanie silny wiatr północno-wschodni pozwala nam płynąć półwiatrem z zadowalającą prędkością, dochodzącą do 8 węzłów.

Po 4 godzinach jesteśmy w pobliżu wyspy Antipaksos. Odwiedziliśmy ją na początku rejsu od strony wschodniej, dziś wpływamy do zatoki Radovani (39°09.11'N 20°12.95'E) w północno-zachodniej części wyspy. To doskonałe schronienie przy wiatrach ze wszystkich kierunków z wyjątkiem zachodnich. Dno jest piaszczyste, o niewielkim nachyleniu, gdzieniegdzie porośnięte roślinnością, więc kotwica trzyma doskonale. Otacza nas ciekawa skalista linia brzegowa, widzimy też niewielką piaszczysto-żwirową plażę. Zazwyczaj stoi tu kilka jachtów, ale dzisiaj mamy tylko jednego sąsiada – jest nim elegancki motorowy jacht z rosyjskojęzyczną załogą. Czas spędzony w zatoce poświęcamy na kąpiel oraz wycieczkę pontonem w celu zrobienia zdjęć i filmów. Po 10 godzinach żeglugi potrzebowaliśmy krótkiej przerwy, zregenerowani ruszamy dalej.

Nasz nowy cel znajduje się na południowym krańcu Paksos, a jest nim zatoka Mongonissi (39°10.96'N 20°12.22'E). Do przepłynięcia mamy 3 mile, co oznacza, że po półgodzinie docieramy na miejsce. Odnalezienie wejścia do zatoki wymaga koncentracji, ponieważ kryje się w nieregularnej skalistej linii brzegowej. W północno-zachodniej części zatoki jest betonowe nabrzeże, do którego przycumowały jachty. Są wolne miejsca, jednak ze względu na niewielką ilość czasu postanawiamy użyć kotwicy. Po raz kolejny ponton służy nam jako środek transportu. Na lądzie nigdzie nie widzimy sklepu, ale bez problemu trafiamy na bar i tawernę. Lekki lunch i lampka schłodzonego wina są tym, na czym obecnie najbardziej nam zależy. Mongonissi to niezbyt duża zatoka, ale można tu znaleźć schronienie w niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Bez wątpienia jest to miejsce godne polecenia miłośnikom ciszy, spokoju i kameralnego nastroju.

Już popołudnie, a ponieważ dzisiejszą noc chcemy spędzić w porcie Lakka (39°14.24'N 20°07.97'E) w północnej części Paksos, opuszczamy Mongonissi. Przesuwamy się wzdłuż wschodnich brzegów wyspy i po godzinie jesteśmy u celu. Miejsca do cumowania znajdują się w południowo-wschodniej części zatoki i właśnie tam się zbliżamy. Głębokość stopniowo maleje. Według locji i mapy w GPS-ie minimalna głębokość powinna wynosić 1,9 metra. Nasz jacht ma 1,7 metra zanurzenia, więc teoretycznie nie powinniśmy mieć problemu z zacumowaniem. Gdy podpływamy rufą do nabrzeża, widzimy jednak, że jest znacznie płycej niż 1,9 metra, a dno okazuje się kamieniste. Wprawdzie kilem nie dotknęliśmy dna, ale i tak rezygnujemy z cumowania – gdyby pojawiła się fala, moglibyśmy uderzać w dno kilem lub płetwą sterową i doprowadzić do uszkodzenia. Niektóre jachty przy nabrzeżu są większe od naszego i najprawdopodobniej mają też większe zanurzenie, co oznacza, że stoją w obszarze o większej głębokości. Odpływamy na obszerne kotwicowisko. Kotwicę rzucamy na głębokości 5 metrów, wydajemy dużo łańcucha. Zatoka jest osłonięta niemal z każdej strony, więc czujemy sie bezpiecznie.

Kolejny raz bierzemy ponton i udajemy się na zasłużoną kolację. Nawet najbardziej wymagający smakosz znajdzie w porcie Lakka restaurację spełniającą jego oczekiwania. Po analizie oferty kilkunastu lokali decydujemy się na tawernę Nionios. Do takiego wyboru skłaniają nas duża liczba klientów i niesłychanie sympatyczny kelner, który zaprasza do kuchni i pokazuje, jak powstają posiłki. Wybór okazuje się doskonały. Zjadamy dużo i smacznie, a kwota na rachunku nie jest zbyt wygórowana.

Zgodnie z założeniem noc na kotwicowisku przebiega bardzo spokojnie. Lakka zrobiła na nas tak duże wrażenie, że rano ponownie płyniemy na ląd, aby się przekonać, jak wygląda tutaj życie o poranku. Zmiana jest zauważalna: wieczorem było gwarnie, lokale wypełnione klientami, a teraz cisza i spokój. W lokalach siedzą nieliczni klienci popijający kawę, część z nich oddaje się lekturze książek i prasy. Mamy okazję poznać dwa oblicza tej samej miejscowości.

Po południu musimy być na Korfu, w marinie Gouvia, do pokonania pozostał nam ostatni etap. Po raz kolejny pogoda mocno nam sprzyja. Słoneczny dzień i umiarkowanie silny wiatr z korzystnego kierunku to wymarzone warunki do żeglugi. Przemieszczamy się dosyć szybko i dlatego możemy się jeszcze zatrzymać w Benitses (39°32.90'N 19°54.81'E). Wpływamy do basenu portowego, są tu pirsy przeznaczone dla jachtów, niestety wszystkie miejsca zajęte. Robimy to, w czym mamy duże doświadczenie: wypływamy z portu, rzucamy kotwicę i wsiadamy do pontonu.

Już po kilu minutach spaceru wiemy, jakiego typu miejscowością jest Benitses – typowo turystyczną, z licznymi hotelami i hałaśliwą ulicą; pozbawioną uroku, z jakim stykaliśmy się wcześniej. Jedno, czego tu nie brakuje, to bez wątpienia restauracje i bary. Chcąc uprzyjemnić sobie chwile spędzone w tej miejscowości i uwzględniając fakt, że nadeszła pora obiadu, przysiadamy w jednym z lokali. Nieskomplikowane danie, jakim jest pita, oraz zimne piwo znacząco poprawiają nam humory. Wracamy na jacht i rozpoczynamy ostatni etap rejsu. Płyniemy do Gouvii, gdzie zakończymy swoją grecką przygodę.

Dziewięciodniowy rejs odbył się w ostatniej dekadzie września. Mieliśmy wspaniałą, wakacyjną pogodę, deszcz padał tylko dwukrotnie, wiatry były słabe i umiarkowane, jedynie raz przez około 2 godziny wiało 6 w skali Beauforta. Temperatura wody pozwalała na przyjemne kąpiele. Grecka kuchnia doskonała, a ceny – umiarkowane.

Wracamy na Morze Jońskie w terminie 15–22 września 2018 r. Szczegóły dotyczące rejsu znajdują się TUTAJ. Rejs rozpoczniemy w Lefkas, może tym razem uda się dopłynąć do Zakinthos.

Piotr Banach
piotr@globtourist.com